piątek, 22 lutego 2013

Weekend, sukienka, plany i sto myśli na sekundę.

Cześć kochani!
Na szczęście już prawie weekend. Któż z nas go nie lubi? Jednak życie szkolne, studenckie, a czasem nawet pracownicze toczy się do piątku. Później, korzystając z wolnego, mamy małą przerwę w życiorysie, możemy odpocząć, zrelaksować się, albo zwyczajnie wyspać.
Oczywiście, nie wszyscy, mówię o większości młodzieży.
Sama jestem zapracowaną studentką, więc doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko wygospodarować jest chwilkę oddechu, a nawet, jeśli w napiętym grafiku znajdzie się jakaś malutka luka, to czas mija szybciej, niż pstryknięcie palcami. O, tak. Pstrk.
 
Ja na weekend wygórowanych planów nie mam. Obecnie miesiąc siedzę w domu nic nie robiąc, bo zmusiła mnie to tego sytuacja zdrowotna. Z jednej strony dobrze, odpoczywam. Z drugiej wyszłabym gdzieś, chociażby do sklepu, a nie mogę. Ale jest pewien plus całej sytuacji. Nie muszę chodzić do pracy! ;). Moje słodkie lenistwo daje się we znaki.
 
W dzisiejszym poście chciałabym Was prosić o mała poradę. Mianowicie zastanawiam się, co zrobić z tą sukienką...
 
Kupiłam ją prawie roku temu w PEPCO, za jakąś niewielką cenę, bodajże nieprzekraczającą 30 złotych.
A dlaczego ją kupiłam? Nie wiem. Czasami mam tak, że kupuję jakieś rzeczy bez większego przemyślenia, po prostu stwierdzę, że może kiedyś się przydadzą. I przydała się. DWA RAZY. Pierwszy, kiedy założyłam ją, przeglądając się w lustrze, by stwierdzić, że nie wyglądam w niej wystarczająco dobrze, a drugi, gdy pożyczyłam tą sukienkę siostrze na jakąś rodzinną imprezę.
Tak więc moja "pepcowa" zdobycz leży w szafie, zajmując miejsce i tym samym, marnując się.
 
 
Zastanawiam się moi drodzy co z nią zrobić. Oddać, sprzedać, czy może bez żadnych obaw zakładać latem...?
Z jednej strony jest coś, co mnie za każdym razem urzeka, gdy tylko biorę tę sukieneczkę do rąk. Może to, że wydaje się być taka romantyczna, delikatna i dziewczęca.
 


Z kolei mam też wrażenie, że czegoś jest w niej za dużo. Oczywiście nie myślę o kołnierzyku, który moim zdaniem jest uroczy i przede wszystkim bardzo modny. W końcu producenci ubrań od dłuższego czasu rozpieszczają nas rozmaitymi kołnierzyczkami, wstawkami i zwiewnymi koronkami. Poza tym ta biel dosyć fajnie komponuje się z granatem, który jest kolorem dominującym w sukience.  Ale co sądzicie o tych kwiatkach? Czy waszym zdaniem całość nie wygląda niczym przeróbka fartuszka sprzątaczki, albo woźnej ze szkoły (oczywiście nie mam żadnych uraz do pań wykonujących ten zawód, natomiast ich wdzianka nie należą do moich ulubionych ikon modowych)? Byłabym Wam niezmiernie wdzięczna za jakieś rady dotyczące sukienki i tego, co z nią zrobić. Jeśli uważacie, że warto ją zostawić w swojej szafie, to podpowiedzcie, z jakimi dodatkami ją łączyć, żeby wyglądać conajmniej wyjściowo? Osobiście myślałam o białych zakolanówkach, ale to chyba nieodpowiednia wersja dla mnie. W końcu mam 20 lat! A taki image pasuje osobom odważniejszym ode mnie. Tak więc za wszystkie rady z góry dziękuję ;), bo ja jestem zielona i to o wiele bardziej, niż dzisiejszy kolor czcionki.
 
Jakie macie plany na weekend? Ja jak już wspomniałam LENISTWO ciąg dalszy, trzeba korzystać, bo niedługo znowu powrót do tej cholernie szarej rzeczywistości.
Całuję Was i pozdrawiam. ;*
 
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Za każdy komentarz bardzo dziękuję. :) Zazwyczaj odwdzięczam się tym samym.